REFLEKSJE



L u d z i e

Kobiety Afryki.  Pracują w polu, wychowują dzieci, zajmują się prowadzeniem domu i handlem na straganach. Pomimo tych wszystkich obowiązków są niezwykle pogodne oraz przepięknie ubrane. Co zaskakuje, każdy strój jest bezbłędnie skomponowany kolorystycznie, zawsze czysty i schludny. Do tego ruch, trudny do opisania, na równi zmysłowy i powściągliwy. 

Na tym tle męska część wypada niestety bardzo słabo. Na polu pracowitości też nie jest najlepiej. Mężczyźni dzień rozpoczynają leniwie i kontynuują ten stan do wieczora, w myśl powiedzenia… „bohaterowie są zmęczeni”.

Dzieci pracują od wczesnych lat. Dziewczynki opiekują się młodszym rodzeństwem, chłopcy natomiast wypasają zwierzęta, znoszą drewno na opał i wodę.

W trakcie dotychczasowej podróży nie zauważyliśmy głodu, ani żadnej krzywdy. Być może, z punktu widzenia europejczyka, ludzie żyją tu skromnie i często surowo. Ale możemy im pozazdrościć pogody ducha, życzliwości i często większej wolności egzystencji.

W Nigrze spotykamy ludzi z bliznami na twarzach. Precyzyjne nacięcia zdobią twarze.  

 

    

W i o s k i

Życie gromadzi się wzdłuż drogi. O wjeździe i wyjeździe informują pokaźnych rozmiarów progi, które skutecznie wyhamowują amatorów szybkiej jazdy. Pewien kłopot ze „spowalniaczami” polega na tym, iż często nie są oznaczone w żaden sposób. Bliskie spotkanie przy prędkości podróżnej kończyło się jęknięciem, kolejno: zawieszenia przedniego, kierowcy, zawieszenia tylnego, pozostałych uczestników podróży.

Po serii jęknięć jechaliśmy już wolno, zgodnie z życzeniem właścicieli gęsto ulokowanych straganów, licznej rzeszy „wolnych strzelców” oraz przechadzającego się samopas inwentarza.   

Handluje się wszystkim co niezbędne: jedzeniem, rzeczami przemysłowymi, drewnem na opał, paliwem do motorków (w butelkach już od 0,5 litra).

Jednak największe wrażenie miejsca te robią po zachodzie słońca. Panuje zgiełk, płoną lampy naftowe i ogniska, słychać lokalną muzykę. Kupujemy miejscowe przysmaki, pijemy bardzo słodką i aromatyczną tuareg tee. Wieczorem miasteczka żyją tak intensywnie, jakby chciały nadrobić stracony czas skwaru dnia, a zdążyć przed chłodem nocy.

 

 

M i a s t a

Nie wyróżniają się specjalnie, są podobne do siebie. Stolice z rondami (największe koniecznie musi być placem Niepodległości lub Wolności) oraz kilkoma głównymi ulicami, przez który przelewa się potok pojazdów, wzniecając chmurę spalin i kurzu. Każde miasto poprzedza przedmieście, witające podróżnych zgiełkiem, masą targowisk, parkingów dla pasażerskich busów oraz obowiązkowo kontrolą wojskową. Mieszkańcy są bardzo mili i pomocni. Drobną uciążliwością są natomiast uliczni handlarze, którzy błyskawicznie wyławiają nas z tłumu. Jest bezpiecznie. Nawet po zmroku, bez obaw poruszamy się po ulicach. Mimo wszystko, zalecamy jednak ostrożność.

Niestety straszną bolączką miast są niezliczone ilości śmieci. Worki plastikowe, wszelkiej maści zużyte opakowania, stare karoserie, części zdezelowanych maszyn, opony. Wszystko to zalega na ulicach, w rynsztokach, na poboczach dróg.

Omijamy duże miasta lub skracamy niezbędny pobyt do minimum. Nie spotkamy tam „naszej” Afryki.

Generalnie wioski i miasta w Senegalu, Mali, Burkina, Nigrze czy Czadzie nie różnią się wyraźnie od siebie. Różnice wyznaczają ludzie, ich kultura, stroje, rysy twarzy. 

 

 

P r z y r o d a

Przez ostatnie tygodnie otaczają nas na przemian lasy baobabów, sawanna oraz pustynia.

Najbardziej niezwykłe są baobaby. Drzewa magiczne, dostojne, jakby z innej planety. Sawanna, pokryta jest wyschniętą trawa (jedziemy w porze suchej) z niezliczoną ilością drzew akacjowych o charakterystycznym rozłożystym kształcie, który tym mocniej jest rozłożysty, im bardziej rosłe zwierzęta mieszkają w okolicy : ) Po sawannie lepiej nie chodzić boso. W piasku jest mnóstwo wszelkiego rodzaju kolców, które boleśnie wbijają się w stopy.

Kraina ta wygląda niesamowicie podczas pory deszczowej, kiedy budzi się życie, koryta rzek i jezior napełniają się wodą, a sawannę pokrywa zielona trawa.  

Niestety dzikich, typowo afrykańskich zwierząt praktycznie nie ma. Poza jednym cherlawym wężem, widzieliśmy dotąd tylko niezliczone ilości kóz, osłów i owiec.

Byliśmy jednak na to przygotowani. Prawdziwego „safari” spodziewamy się w innych rejonach Afryki. Teraz czas na bogactwo kultur…            

 

 

D r o g i 

Na  drogach panują zwyczaje odmienne od przyjętych w Europie. Przede wszystkim używanie w nocy kompletu świateł jest zjawiskiem niezbyt powszechnym. Braki w oświetleniu przednim są nadrabiane przez włączanie kierunkowskazów, w myśl zasady „nie mam świateł, ale tu się kończę”, natomiast oświetlenie tylne traktowane jest zupełnie po macoszemu. Częstą praktyką jest także pozostawianie nieoznakowanych i nieoświetlonych pojazdów na drodze. Generalnie jazda po Afryce, wymaga od kierowcy niezwykłej czujności, refleksu oraz kociej zwinności. W Mali, Burkina i Nigrze drogi są płatne. Średnio 300 CFA (0,50 Euro) za 100 km.

W północno-wschodnich rejonach przeważają auta francuskie, a niekwestionowanym hitem i obiektem westchnień jest Peugeot model 504. Według nas auto fenomenalne, które w zależności od wersji, pełni jednakowoż rolę auta rodzinnego, autobusu lub ciężarówki.

Na kolejnym miejscu jest Mercedes 190, pozyskiwany głównie z wyeksploatowanych taksówek kupowanych w Hiszpanii i Francji. W Burkina większość taksówek (obowiązkowo w kolorze groszkowym) to właśnie auta tej marki. Sektor aut dostawczych także zdominował niemiecki koncern, a tak zwana „kaczka” (bus 207) obsługuje większość połączeń pasażerskich. Od Nigru sytuacja się zmienia i wjeżdżamy w krainę Toyoty.

Wcześniej czy później, każde auto kończy jednak żywot jako część składowa dwukółki ciągniętej przez osła – najpopularniejszego krótko i średniodystansowego środka transportu.

Ceny paliwa w Mali, Burkina i Nigrze to 500-650 CFA (ok. 1 Euro).

 

 

Leave a Reply